coś o sobie.

„Dar od Boga”, ukoronowano mnie pięknym znaczeniowo imieniem, dosyć pospolitym na dzisiejsze czasy. Nie wiem czy powinienem lubić swoje imię, nie miałem wyboru kiedy mi je nadawano, a teraz muszę się z nim identyfikować i przedstawiać ludziom w ten sposób. Ostatecznie nie ma wyjścia, nie chcę go zmieniać, jestem Mateuszem od urodzenia i nim pozostanę aż do śmierci.
Ludzie mówią, że wciąż jestem młody, nie ufam im bo nie czuję się młodo, ale bardzo bym chciał i staram się zmierzać w tym kierunku.
Jestem człowiekiem nocy, dosłownie i w przenośni, uruchamiam się kiedy wszystko wokół zasypia, pracuję kiedy ludzie silą się w swoich łóżkach na odpoczynek, nie jestem ćmą ale staram się utwierdzić w przekonaniu, że mam sporo czasu dla siebie i wszechogarniającą ciszę wokół.
Uwielbiam robić sobie w życiu pod górkę, chociaż ludzie myślą, że zbyt często idę na łatwiznę, to nieprawda, nie zawsze musicie słuchać tego co mówią Wam ludzie.
Znaczy to tyle, że uwielbiam chodzić po górach, to oczyszcza, temperuje, tam na górze zdobywasz nie tylko szczyt, przede wszystkim charakter. Dawno nie chodziłem po górach.
Wpadłem tutaj bo lubię pisać, a rozbolało mnie to pisanie dla siebie, to jak siedzenie w puszce po skondensowanym mleku, które lubię za bardzo żeby wyczłapać się na zewnątrz. Więc otwieram puszkę i wylewam się z jej zawartością.

PS. Moja puszka to ocean, nie zawsze głęboki, lecz na pewno pojemny.