Pies

Pewnego letniego dnia, a był to piątek, spotkałem psa. Było to przy ulicy Kolumba. Biedaczek łasił się do mnie i chliptał cicho, a w jego bystrych oczach widać było, że jest sam jak palec na tym ziemskim padole. Zupełnie jak ja bracie, zagadnąłem do czworonoga i dałem się porządnie obwąchać. Pomyślałem, że może trzeba by go nakarmić. Wyglądał dobrze, może nawet lepiej niż ja, lecz jeść coś trzeba. Czy psy mogą być wegetarianami, w myślach zadałem sobie pytanie. Nie jadam mięsa, a co za tym idzie nie kupię mu kiełbasy. W dzianinowej torbie na ramię miałem pojemnik z kaszą i warzywami. Ruszyłem w kierunku pobliskiego parku, pies posłusznie szedł za mną.
Usiadłem na ławce, a Hawkins, bo tak go tymczasowo nazwałem, usiadł naprzeciw. Wyjąłem pojemnik, podzieliłem kaszę na dwie porcje. Hawkins dostał swoją na pokrywce, ja jadłem to z pojemnika. Oboje delektowaliśmy się miękkością poranka i ugotowanych warzyw. Hawkins zjadłszy, beknął. Wywarło to na mnie niemałe wrażenie i pokochałem go zrazu za bezpośredniość. Poczułem, że znalazłem przyjaciela, chociaż może zagalopowałem się za daleko. Diabli wiedzą, czy gdzieś w pobliżu nie ma właściciela, któremu umyślnie zbiegł na wyżerkę. Może też należy do psów, które wypasają się same i gdzieś ma swój dom. Nie wiedziałem co zrobić z tym fantem, więc zapytałem Hawkinsa. Oczywiście ten nie raczył odpowiedzieć. Siedzieliśmy tak w porannym słońcu, on na ziemi, ja na ławce. Minęła nas dziewczyna, piękna była, nie ma co. Spojrzała na mnie, potem na psa, uśmiechnęła się przyjaźnie. Śliczny piesek, jak się nazywa? Hawkins – odparłem. Uśmiechnęła się jeszcze bardziej i wytarmosiła Hawkinsa za pyszczek. Ten w ekstazie radości, gdyż ewidentnie znał się na dziewczynach, łasił się do niej jak dziecko do mamy. Pomyślałem, że już straciłem przyjaciela i runie za tą panienką. Pożegnała się, życzyła miłego dnia i ruszyła dalej. Hawkins wypatrywał za nią, to spojrzał na mnie spode łba i potulnie wrócił by legnąć obok mojej nogi.
Dodało mi to otuchy. Co ja teraz z tobą pocznę Hawkinsie, hę? Kontemplowałem tak chwilę w milczeniu, wpatrując się przed siebie, a od strony ulicy Kolumba nadszedł bardzo burzliwym i chwiejnym krokiem mężczyzna. Już na pierwszy rzut oka można było poznać, że ten jest pijany w sztorc. O dziesiątej rano, tak narąbanym, to jest dopiero zawodnik, pomyślałem.
Mężczyzna zbliżał się w naszą stronę i nagle począł nawoływać.
– Atos, ty durny psie, tu jesteś, chodź no, do nogi, już! Atooos!
Pies leżący do tej pory spokojnie koło mojego lewego buta, skąpany w słońcu, zbiesił się w okamgnieniu i zapalczywie patrzył w kierunku nadchodzącego człowieka.
Poza tym ani drgnął. Nie odebrałbym tego jako okaz nieposłuszeństwa, a raczej mądrego oportunizmu względem chamstwa tego pijaka.
Postanowiłem, że stanę w obronie, jak się okazało – Atosa, chociaż dla mnie i tak już był Hawkinsem.
– Mógłby pan tak nie wrzeszczeć. Mam wrażliwe uszy i nie podoba mi się jak zwraca się pan do tego psa. – wycedziłem, lekko zaciskając zęby w nieukrywanej złości. Nie przepadam za pijanymi cwaniakami.
– A kim żeś ty jest synku, żeby mi mówić co mam robić ze swoim psem? – zaciągał przy każdym słowie, tak, że wcale nie łatwo było go zrozumieć.
– Niech pan wróci do domu i wytrzeźwieje. Pies jak widać nie poczuwa się do roli pańskiego podopiecznego.
– Co ty mi tu gadasz chłopaczku?
W tymże momencie wyczułem, że nie łatwo będzie się natręta pozbyć. Hawkins wstał, merdał ogonem, a uszy wysunął do przodu.
Pijak podszedł bliżej, na odległość kilku stóp i wyciągnął rękę w stronę Hawkinsa. Pies szczęknął i odsunął się nieznacznie.
– Ty niewdzięczny kundlu! – wykrzyknął tak blisko mojej twarzy, że mogłem poczuć skondensowaną dawkę alkoholu w jego cierpkim oddechu.
Po chwili stało się coś niesłychanego, mężczyzna odwinął nogę w tył i kopnął Hawkinsa tak, że ten wydał z siebie stłumiony skowyt i z oczyma wpatrzonymi w swojego niewydarzonego właściciela biesił się i wycofywał z wolna.
Wszystko działo się szybko, nie miałem czasu do namysłu, może to i dobrze. Mogłem zareagować instynktownie i w zgodzie z własnym sumieniem. Szybkim ruchem ręki wymierzyłem napastnikowi cios w brzuch. Złapałem go za ramiona, odwróciłem sprawnym ruchem plecami do siebie i odprawiłem łajdaka na sporą odległość, porządnym kopniakiem w dupę.
Hawkins był niemała zdziwiony moim zachowaniem. Przestał wydawać z siebie cichy skowyt i obserwował całą sytuację, można wyrzec, w nader ludzkim osłupieniu.
Pijak musiał być również zdziwiony i jeszcze nie zdążył odzyskać pełnej równowagi. Zatoczył półkole od jednego krańca krawężnika do drugiego. Zatrzymał się na chwilę, trzymając rękę na brzuchu, pokaszlując, dławiąc się i parskając. Nie tracąc zimnej krwi, odezwałem się do niego w tonie pewnym, ostrzegawczym, a i rozkazującym zarazem.
– Żebym cię tu więcej łajzo nie widział. Stawaj do walki z równymi sobie, chociażby wzrostem, jak masz odwagę. Pies zostaje ze mną, ty umykaj co prędko zanim się rozmyślę i przyłożę ci jeszcze na dokładkę. Nie zapomnij zmienić spodni, bo ci przeciekły!
Te ostatnie zdanie dodałem ze znaczną domieszką kpiny.
– Świrem jesteś! – odpowiedział na to i ruszył jeszcze bardziej chwiejnym krokiem niż wcześniej, w kierunku wyjścia z parku.
Może i jestem świrem, ale mam przyjaciela – Hawkinsa, który od tamtej chwili został wegetarianinem. Nieraz przychodzimy do parku, żeby posiedzieć w słońcu i powspominać pijaka z przeciekającymi gaciami.
Hawkins jest ze mną do dziś.

5 uwag do wpisu “Pies

    1. Spójrz jaki zbieg okoliczności! Nie miałem pojęcia o debacie. Wpis pisałem na kolanie, wszędzie gdzie się dało, dokładając po kilka zdań przez ostatnie trzy dni. Nie miałem odrobiny czasu, żeby dojrzeć tę debatę!

      Historia jest fikcyjnym zlepkiem kilku wydarzeń, aczkolwiek oddaje moje szczere odczucia względem całej sytuacji. Dziękuję! Serdecznie doceniam przychylne oko!
      Odnośnie veggie dogów, bardzo cenna informacja.

      Polubione przez 1 osoba

    1. Chciałbym powiedzieć, że jest. Z przyjemnością kopnąłbym w dupę takiego cymbała, aż by ten opowiedziany łajdak, wybrzmiał głuchym echem.
      Prawda jednak, że historia jest fikcyjna, skojarzona jedynie z kilkoma wydarzeniami, które złączyłem do kupy.

      Moim skromnym zdaniem w szacunku do zwierząt, kryje się istota człowieczeństwa. Prawdziwą siłę człowieka poznaje się po tym, jak traktuje on słabszych, najczęściej bezbronnych.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s