Sursum corda

Biegł, dysząc głośno i czuł, że jest wyczerpany. Stopy obute w skórzane kozaki musiały krwawić sprawiając ból przy każdym zetknięciu z ziemią. Wąwóz był szeroki na kilka metrów, a jego dno okalały skały. Był sam, a przekonanie to utwierdzała rozległa cisza. Pot przylepiał grubo szyte, wojskowe spodnie do ud, a ciężka kamizelka, obwieszona sprzętem ciążyła mu na ramionach.
„Do diabła z tym wszystkim.” – pomyślał zwalniając z tempa.
„Do licha, nie uda mi się.” – powiedział spluwając przez ramię.
Zatrzymał się i jednym szybkim ruchem zrzucił plecak na ziemię. Kucnąwszy wypakował zwitek papieru. Odkręcił żeliwną menażkę i zaczerpnął dużego łyka wody, zakręciwszy ją spojrzał na brunatny stempel na jaśminowej kopercie.
Adresat widniał na awersie, mówiąc, że list trafić ma do rąk własnych porucznika Kozlova. Szeregowy instynktownie rozejrzał się dookoła. Ciemność spowiła wąwóz, w którym się znajdował. Nikt nie mógł go widzieć, świat wokół śnił głębokim snem. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnął zapaliczkę i chwilę później zerwał stempel.
„Jak mam nieść złe wieści to lepiej żebym skonał na miejscu. Wąwóz niech mi będzie grobem.” – pomyślał i zaczął czytać.

„Towarzyszu Poruczniku, Przyjacielu Teodorze,

Noc czternastego dnia miesiąca. Maj roku 1942. Kalendarz gregoriański.

Piszę do Ciebie z wyrazem troski na dłoniach oraz ciężkim smutkiem na powiekach. Od czternastu dni i nocy nie otrzymaliśmy wsparcia. Zapasy jedzenia kończą się szybko, a szczęśliwej gwiazdy nie widać na niebie. Powinniśmy spotkać się już na przecince do Tobolska. Mój oddział ciągle tkwi nieopodal Nowosybirska, gdzie siły wroga przycisnęły nas niespodzianie. Przyjacielu, nie znam Twego położenia, lecz znam nasze rozkazy. Straciłem siedmiu ludzi, dwóch zmarło mi na rękach. Młodzi chłopcy, ledwo wyrośli i oddali swe życia na naszej zimnej, martwej ziemi. Słyszałem, że żołnierz przyzwyczaja się do śmierci, że to kwestia czasu. Drogi Teodorze, nic bardziej mylnego. Śmierć ma tak różne oblicza. Nigdy nie wiesz kiedy ta spojrzy Ci w oczy, a kiedy już się z nią zetkniesz, pozostaje wierną towarzyszką Twoich dni.
Nie ukrywam lęku przed śmiercią. Jesteśmy na skraju. Stawiamy godny opór tylko dzięki sporym zapasom amunicji, które starczą jeszcze na dobre dwa tygodnie. Gdybyśmy tak mogli wymienić te żelazne łuski na trochę chleba i czystej wody. Dzięki Bogu od kilku dni pada, więc tej nam tu nie brakuje.
Musisz ruszać dalej na zachód. W głębi serca wierzę, że Twoja sytuacja jest dobra i masz pełne pole manewru.
Wyruszyliśmy w ten bój razem. Bóg zechciał nas rozdzielić i tak musi być. Chciałem żebyś wiedział, że jesteś mi bratem. Tu i poza polem bitwy i zawsze tak będzie.
Gorzkie łzy cisną mi się do oczu kiedy piszę do Ciebie w świetle księżyca. Za dnia nie uświadczyłbym chwili by dobyć pióra. Żywię głęboką nadzieję, że ten list odnajdzie Cię w pełnym zdrowiu. Przyszło nam żyć w ciężkich czasach, gdzie świat skłócił się, a my mamy wykonywać rozkazy by zażegnać konflikt. Wierzę, że zwyciężymy.
Atrament zdaje mi się kończyć, a tępa stalówka nie pozwoli na napisanie wszystkiego.
Cieszmy się, że wciąż żyjemy. Bądź zdrów przyjacielu.

Twój wierny towarzysz,

Piotr Krasiwijski”

Oczy szeregowego utkwione w płomieniu zapalniczki zmętniały. List odebrał z oddziału łączności przed dwoma dniami i miał kolejne dwa na jego dostarczenie. Głęboki żal do siebie nie pozwalał mu wstać. Szybko schował kartkę do koperty i rozgrzał lak od wewnętrznej strony co pozwoliło mu ją na powrót zakleić.
Pozbierał myśli, narzucił plecak na plecy i ruszył.
Następnego dnia dotarł do szesnastego pułku piechoty, którego dowódcą był porucznik Teodor Kozlov.
Wszedł do budynku dowódców przedstawiając się jako łącznik niosący pilną, prywatną korespondencję wojskową.
Wpuszczono go do jasnego pomieszczenia, gdzie przy biurku siedział starszy mężczyzna, którego epolety zdradzały wysokie stanowisko wojskowe.
Szeregowy zasalutował.
„Panie pułkowniku, niosę ze sobą korespondencję dla porucznika Kozlova, którą mam mu dostarczyć do rąk własnych. Za pańskim pozwoleniem.” – rzekł napięty jak struna.

„Spocznij szeregowy. Wieści, które niesiesz nie znajdą tu swojego adresata. Porucznik Kozlov zginął przed dwoma dniami w drodze na Nowosybirsk. Otrzymaliśmy wieści ze wschodniego frontu. Wysłaliśmy wsparcie. W wyniku zasadzki straciliśmy większość ludzi, część wróciła, niestety porucznik Kozlov oddał życie. Proszę zostawić list u mnie. Odmaszerować.”

Szeregowy odpowiedział na gest salutowania i wyszedł. W jego głowie chwilę jeszcze kotłowało się głębokie roztargnienie, którego przyczyny nie mógł zlokalizować. Wyszedł z budynku i ruszył do oddziału łączności by otrzymać rozkaz dostarczenia nowej korespondencji.

2 uwagi do wpisu “Sursum corda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s