Drzemka świadomości

Rozmowy szeptem oszukiwały bezdźwięczny rytm nocy.
Spacerowali po udeptanej ziemi, gdzieś pomiędzy wysokimi trawami, wrzosem i lasem za horyzontem.
Echo historycznego marszu, okutych pancerzy wybrzmiewało w odległości wieków.

– Kochasz mnie? – każda sylaba malowana niepewnością.

– Dlaczego pytasz? – zuchwała obojętność w głosie.

– Przecież to proste pytanie, oczywiste.

– Tak, tak. Nie ufasz mi?

– Odpowiedz na nie.

– Tak, kocham cię. Czy to wystarczy?

– Nie wiem. Nie czuję tego. Chyba powinnam.

Powietrze było letnie, unosiło świetliki na powabie trawy. Oboje wpatrzeni w niewidoczną ludzkim okiem dal. Ich krok był równy, oddechy spokojne, dłonie schowane. Krępująca lekkość ruchu.

– Chciałbym móc ci to jakoś udowodnić, myślisz, że jestem w stanie? – zapytał zakłopotany.

– Nie wiem. Sam powinieneś to wiedzieć. Nie zadaje się takich pytań.

– Więc jakie się zadaje? Kiedy czegoś nie wiem, staram się dowiedzieć, więc pytam.

– Nie o takie rzeczy, powinieneś to mieć w głowie, w sobie.

– Tak samo jak ty powinnaś wiedzieć, że cię kocham.

– To nie jest takie proste, nie dajesz mi znaków.

– Jakich znowu znaków?

Ostatni śpiew wiatru próbował ostudzić ich emocje. Na daremne, oni nie słuchali ciszy, nie próbowali jej zrozumieć. Ich dusze; splątane i odległe od miejsca i czasu w jakim się znaleźli.

– Bardzo mi zależy żebyś zrozumiał co czuję. Czy ty pragniesz zrozumieć mnie? Chociaż trochę? – była już spokojna.

– Oczywiście. Tylko jakoś nie potrafię, mam blokadę.

– Wytłumacz mi.

– Wyobraź sobie, że ktoś złapał twoją duszę do pudełka. Wszystkie twoje marzenia, ambicje i uczucia. Radość z życia, chęć rozwoju, lekkość serca. Wszystko zamknięte w ciasnej przestrzeni do której nie masz dostępu. Jedyne co ci zostało to twoje ciało, które wykonuje codzienne czynności. Jesz, sikasz, myjesz się, pracujesz, śpisz i nosisz skarpetki. Poza tym wszystkim nie ma nic. To co dostrzegasz bez duszy, jest pustym obrazem, który odbiera i przetwarza twój mózg, po chwili znika. Wszystko co mijasz odchodzi w niepamięć. Twoja dusza jest tam gdzieś w tym pudełku i ten kto ją porwał czasem bawi się twoim kosztem. Uchyla wieczko i pozwala niewielkiej ilości wyrwać się na zewnątrz. Twoja dusza zna ciebie, więc szybko znachodzi ciało i przez pory w skórze wchłania się do organizmu. Na pewien czas odzyskujesz większość sprawności duchowej. Zaczynasz cieszyć się z drobnych rzeczy i dostrzegać to czego nie jesteś w stanie będąc pustą osobą. Niestety dawka jest za mała, ciągle brakuje całości do odzyskania pełnej władzy nad życiem i po krótkim czasie więdniesz na powrót.
Rozumiesz?

– Tak. Kto jest tak podły żeby zamykać twoją duszę do pudełka?

– Mam wrażenie, że to odmęty mojej głowy. Trochę się już pogubiłem. Mimo wszystko, wiesz, że cię kocham?

– Tak. Tylko jest mi z tym bardzo ciężko, czuję, że jesteś daleko.

– Bo jestem, daleko nawet od siebie. Daleko od świata. Nie wiem czy zdołam się naprawić.

Ich oczom ukazał się głaz z wymalowanym szlakiem koloru niebieskiego. Szlak prowadził pod górę, w kierunku rozpadliny i ciasnego wąwozu. To tutaj śpiewano Pieśń o Rolandzie. Niewidoczny już, monotonny krajobraz zostawili za plecami.
Spojrzeli na siebie, widzieli jedynie połyskujące czubki nosów w odległości kilku stóp. Postąpili po kroku i wpadli ciałem w ciało. Stali się jedną całością, nierozumianą, w nieistotnej formie. Istniejącą wbrew wszystkiemu i wszystkim.
Wiatr huczał swoją pieśń i omijał ich skwapliwie, nie chcąc poruszyć tych świeżo malowanych form.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s