Pomaluj moje sny

Sypiam jak trup, wyobrażam sobie siebie śpiącego. Od dawna zastanawiam się jakby to było, gdybyśmy mogli zobaczyć siebie w trakcie głębokiego snu.
Praktycznie, można nakręcić film o nas śpiących, ale to nie to samo co móc obserwować siebie na żywo. Sypiam tak twardo, że nie jestem w stanie zapamiętywać sennych wizji, jedyna możliwość to przebudzić się nad ranem i zasnąć ponownie na te kilka godzin, ale to zdarza się rzadko.
Czasem próbuję się oszukać i przebudzić w środku nocy, ale wyobraźcie sobie obudzić trupa, muszę mieć naprawdę ważny powód, żeby wstać, może jakiś ogień wokół albo nagła powódź z sufitu, wprost od sąsiada, którego nie mam, jestem zupełnie przegrany w tej kwestii.
Potrafię chrapać, zabójczo głośno, w trakcie przeziębienia, kiedy mam zatkany nos, ale to chyba normalne, po prostu oddycham przez gębę i zdzieram sobie gardło.
Odkąd sypiam sam, nie stanowi to większego problemu, chociaż dość szybko przestaję wstydzić się swojego chrapania, w końcu jestem człowiekiem, a ludzie chrapią, pierdzą i miewają kozy w nosie.
Najgorsze jest to, że po prostu nie mogę przyśnić czegoś fajnego, a nawet niefajnego, dosłownie niczego, zupełnie omija mnie ta cząstka życia, a sny potrafią być jak historie filmowe, najlepsze są te nadprzyrodzone, kiedy już zupełnie nie wiemy, o co chodzi.
Kiedyś słyszałem, a może przeczytałem, że śnimy to, czego w odmętach świadomości pragniemy, to dla mnie cholernie smutna koncepcja, bo znaczyłaby, że niczego nie pragnę.
Na szczęście zupełnie się z nią nie zgadzam, myślę, że śnimy, żeby zobaczyć tę drugą stronę naszego ja, tę bardziej postrzeloną, każdy przecież ma w sobie tę ciemną połówkę.
Jeżeli ktoś w to nie wierzy, niech idzie do łazienki czy najbliższego lustra i powie sobie prosto w oczy, że jest czysty jak łza. Trzeba umieć dobrze kłamać, żeby robić w balona siebie samego.
Ludzie to robią, oczywiście, bo tak jest łatwiej.
Wracając do snów, pamiętam jeden z dzieciństwa, paskudny, prawdziwy koszmar, mówię Wam, gorszego w życiu nie miałem.

Mieszkałem jeszcze w wysokim, betonowym bloku, na ostatnim piętrze, a miał ich piętnaście, prawdziwy klocek. Moja mama poznała wtedy mężczyznę, Marka, szczerze nie mam pojęcia jak, ale mieszkał w tym samym bloku, kilka pięter niżej.
Marek miał gęste czarne włosy, sztywno zaczesane od czoła do końca głowy, charakterystyczna uroda, przypominał mi Ala Pacino, całkiem przystojny gość.
Bardzo go nie lubiłem, wcale nie dlatego, że poderwał mi matkę, był z niego po prostu kawał gnoja, naprawdę. Moja siostra urodziła się kilka lat później i nawet ona nie lubi swojego ojca, w głębi duszy jestem z niej dumny, najbardziej na świecie, mądra dziewczyna.
Nie odbiegając za daleko od koszmaru, w głównej roli występował oczywiście Marek, staliśmy w miejscu, które nazwałbym cyrkowym ringiem, było ciemno, jedynie stroboskopowe światło oślepiało strugami czerwieni. Marek miał na twarzy maskę klauna, nie pytajcie, skąd wiedziałem, że to on, to musiał być on, po prostu to wiem.
Teraz zaczyna się prawdziwy dramat, Marek trzyma w ręku nóż kuchenny, długi jak miecz samuraja, ale to definitywnie nóż z naszego stojaka w kuchni, dałbym sobie rękę uciąć, że był z Ikei.
W takiej scenerii wiedziałem, że Marek tylko czeka na mój głupi ruch i zarżnie mnie tym nożem, więc ja ze strachu zwijałem się w kulkę w kącie tego ringu i nagle zaczynałem spadać.
Nigdy nie zgadniecie skąd moja schorowana, dziecięca psychika spadała.
Otóż spadałem zawsze z tej samej żyrafy, która miała najdłuższą szyję ze wszystkich żyraf na świecie i nigdy nie mogłem spaść do końca. Budziłem się tuż przed upadkiem, cały przepocony i rozdygotany.
Jeszcze zanim zacząłem spadać, wiedziałem, że ta żyrafa umrze na zawał serca, bo jej szyja była tak długa, że serce nigdy nie zdołało dopompować krwi do jej głowy, ta myśl dobijała mnie jeszcze bardziej.

Dzieci łatwo się przyzwyczajają, nie mówię, że dorośli tego nie robią. Dorośli to tylko duże dzieci, które mają za uszami wiele przewinień, a wyrzuty sumienia czynią ich dorosłymi. Dzieci są czyste i bardzo skrupulatnie czytają wszystko, co je otacza, świat jest dla nich cukierkowy, dopóki nie zaczną spadać z umierającej na zawał serca żyrafy. Myślę, że wraz z tym snem skończyło się moje dzieciństwo, wiecie, to beztroskie.
Przyzwyczaiłem się do tej żyrafy i jednocześnie wiedziałem, że umrze, musiałem pogodzić się ze stratą. Jeszcze gorsza była świadomość, że nie będę miał z czego spadać w ucieczce przed Markiem-klaunem. Nie mogłem spać i chodziłem z podkowami naokoło oczu. Kiepsko jadłem i moja mama okrzyknęła mnie anemikiem. Lekarz stwierdził po prawdzie, że wyglądam jak anemik i prawie zlewam się z białą ścianą w jego gabinecie, ale bezbłędnie zdiagnozował brak snu.
Kazał mi podawać jakieś paskudne ziołowe herbatki w plastikowych torebkach.
Mówię Wam, większego świństwa w życiu nie piłem. Jeżeli chcecie nastraszyć dziecko, dajcie mu to, czego nie lubi.
Od tamtej pory nie miewam snów. Prawie w ogóle, chyba że przebudzę się w środku nocy i potem znowu zasnę na kilka godzin, ale o tym już mówiłem.
Myślę, że kiedyś spotkam osobę, która będzie mnie budziła w środku nocy i szeptała mi do ucha teraz śnij, mój miły, a może bardziej coś w stylu wstawaj ty darmozjadzie.
Wiem, że oddam jej serce, a ona zwróci mi sny, których brak jak kulawemu nogi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s