Dzień dobry

Zwykle tak to u mnie bywa, że rodzi się nowy ambitny pomysł, który pochłania każdą myśl i zdolny jest z początku zdziałać rzeczy nieprzeciętne.
Z biegiem czasu zapał słabnie, pomysł oddala się od swojego pierwotnego zamysłu doskonałości i wszystko wraca do nieprzeciętnie szarej i smutnej normy.
Wielu z nas dotyka ten problem, niechciejstwo, zrezygnowanie, znudzenie, wiele można by na ten temat powiedzieć, a właściwie niczego by to nie zmieniło, poza tym, że wyjaśnilibyśmy sobie pewne fakty.
Ja nazywam się Mateusz i osiągnąłem najwyższy poziom w marnotrawieniu swojego czasu, chciałbym zaprezentować Wam sposób w jaki można to osiągnąć i tym samym pokazać jak się w takie gówno nie wpakować.
Wygląda to niemal jak spowiedź alkoholika na spotkaniu grupy wsparcia, bo w istocie jest, iście na łatwiznę to rodzaj nałogu, przyzwyczajenia, które bywa równie zabójcze w skutkach co nadmierne spożywanie ulubionych trunków.
W zasadzie każde zachowanie, które negatywnie wpływa na nasze odbieranie rzeczywistości, na kontaktowanie ze światem i osobiste samopoczucie, wymaga radykalnych środków zwalczania. Po prostu jeb przez łeb i po sprawie, jak mawiała moja ukochana chemiczka.
Bardzo nie chcę zanudzać i zrobię co w mojej mocy żeby tego nie robić, ale wiecie, nie obiecuję bo to temat jak flaki z olejem i czasami trzeba się po prostu przyzwyczaić.
Od dobrych kilkunastu minut atakuje mnie myśl czy ja aby na pewno chcę o tym pisać, dosłownie już mi się odechciało. Teraz pozostaje mi się jedynie zmusić, zrobię to i zobaczymy co wyjdzie.

Kiedy pierwsze słowa mamy już za sobą, wiecie jak się nazywam i przypuszczacie z czym się na co dzień borykam, chciałbym Wam opowiedzieć pewną historię, która zdarzyła mi się kilka lat temu, kiedy mieszkałem jeszcze w Polsce.
Wiosną pracowałem jako telefoniczny doradca klienta w jednym z telekomunikacyjnych molochów, praca była prosta, wymagała jedynie trochę wiedzy z zakresu co wciskać i komu. Przy poczuciu czynienia dobra wiecznie wyzyskiwanym klientom dało się zarobić naprawdę porządne pieniądze, przynajmniej jak na młodego człowieka bez wykształcenia.
Wykonywałem jeden telefon do klienta, który już trzykrotnie zwracał zamówienie bo przy każdym coś nawaliło, raz dane na umowie niezgodne z prawdą, drugi, telefon innego koloru niż powinien być, aż w końcu zwrot z powodu słabej baterii.
Klientem był pan Zbigniew, pamiętam jego imię do teraz bo bardzo miło mi się z nim rozmawiało, doskonale rozumiał, że staram się pomóc, a przy tym był pokorny i nie miał do mnie personalnie żalu o to, że ktoś, gdzieś nie przywiązuje wagi do swojej pracy.
Kiedy już dogadaliśmy szczegóły kolejnego zamówienia, które oboje obwołaliśmy nadzieją na te ostatnie, zaczął opowiadać mi o swojej córce, która wyjechała do Niemiec i poznała tam mężczyznę w którym się zakochała.
Mężczyzna był Turkiem i to strasznie gnębiło pana Zbigniewa bo jako, że niemieckiego uczył się jeszcze w szkole, tak z tureckiego nie znał ani słowa.
Zastanawiał się jak to będzie kiedy spotkają się po raz pierwszy i przyjdzie im ze sobą rozmawiać, czy powinien mieć pod pachą słownik czy używać pisma obrazkowego.
Ja miałem ubaw bo pan Zbigniew był tym z poczuciem humoru i dystansem do siebie, to co w człowieku najlepsze.
Poradziłem mu wtedy żeby nauczył się angielskiego, bo to na pewno prostszy język, a Turek na niemieckiej ziemi na pewno używa właśnie angielskiego, bo podobno po niemiecku umiał powiedzieć tylko scheisse – ludzie XXI. wieku są nieprzeciętnie elokwentni, nieprawdaż?
Pan Zbigniew podchwycił pomysł, podziękował mi za pomoc i poprosił żebym zadzwonił do niego jak tylko zobaczę, że zamówienie zostało zrealizowane.
Tydzień później paczka oznaczona była jako dostarczona, więc zadzwoniłem zgodnie z umową, pan Zbigniew odebrał i usłyszałem hello?
– Dzień dobry, czy to pan, panie Zbyszku? – zapytałem go zakręcony od tego angielskiego akcentu. – Panie Mateuszu, świetnie, że pan dzwoni, dzisiaj dostałem telefon, bardzo mi się podoba.
W końcu, mówię do siebie – Udało się, Zbyszek załatwiony, po czym dodał;
– Tylko muszę go odesłać bo kupiłem bilet do Hanoweru na przyszłą środę i do emerytury nie mam pieniędzy na wyjazd, nauczyłem się już angielskiego panie Mateuszu, chce Pan pokonwersować?
Naprawdę użył tego słowa; konwersować. Cóż miałem do stracenia, rozmowa przebiegła nadzwyczaj śmiesznie bo akcent pana Zbyszka jak sam mówił był zapożyczony z Forresta Gumpa, ale faktycznie szybko pojął zasady angielskiego, byłem zdumiony.
Pochwalił się, że całymi dniami przesiadywał w parku niedaleko domu z jakimś repetytorium dla bystrzaków i załapał podstawy.
– Dziękuję panie Mateuszu, świetny z pana człowiek, jak wrócę proszę zadzwonić, będę po emeryturze i wezmę ten telefon jeszcze raz, dokładnie taki sam, teraz muszę oddać.
Bye, bye…
Po pracy poszedłem na piwo, skończyłem na pięciu i pamiętam, że byłem wtedy cholernie smutny bo chciałem wiedzieć skąd pan Zbigniew wziął ten zapał, tak silną motywację, tylko dlatego żeby porozumieć się z mężczyzną swojej córki?
Mogłem go o to zapytać, ale nie pomyślałem, zresztą nasza angielska rozmowa nie wyszła poza kwestię pogody i tego, że nadciąga lato, a słońce jest coraz wyżej na niebie.
Wróciłem do domu myśląc o tym jak być szczęśliwym na tym zasranym świecie skoro ludzie w ogóle mnie nie słuchają, chyba, że mówię o ich pieniądzach za abonament.
Było w tym coś dziwnego, coś czego nie rozumiałem wtedy, a miałem zrozumieć o wiele później, po prostu nie chciało mi się mówić.

Być może gdybym nie podsunął wtedy panu Zbyszkowi pomysłu na naukę angielskiego, dalej borykałby się z myślą podjęcia nauki tureckiego, który na pewno bardzo by go zmęczył. Tak czy inaczej, wtedy mnie zaskoczył, jego podjęcie konkretnego działania. Długo myślałem, że myślenie to istota tworzenia, nie biorąc pod uwagę faktu, że nie ma tworzenia bez działania, opartego jedynie na myśleniu.
Zdołowało mnie to i trochę wciąż dołuje, ponieważ myślenie to jedno z moich ulubionych zajęć w życiu, ale właśnie dlatego jestem tu gdzie jestem i absolutnie odradzam. Myśliciele umierają szybciej niż głupcy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s